To, co Ci się przydarzyło, zmieni Cię na zawsze... W głębi serca. Z nadzieją w dłoni. Jak z parasolem. Szklany Człowiek pośród cieni. Kiedy akurat nie pada deszcz. Opowieść, która nigdy się nie kończy. Gniew. Żal. Ból. Nonkonformizm, idealizm i pesymizm. Pesymizm w każdym calu.
RSS
czwartek, 29 grudnia 2011

Moja córka skończyła już dwa miesiące... Jest moją radością i moim szczęściem... Życie zmieniło się nie do poznania... Wszystko nowe, inne... niesamowite...

Więcej spraw... szybciej, wciąż szybciej i więcej siebie... by zdążyć na czas...

11:47, motyl_kobieta
Link Komentarze (2) »
czwartek, 11 sierpnia 2011

Wspomnienia o Tobie, jakże potrzebne dziś... jakże pożądane... Myśli o wspólnych dniach stają się niezbędne i niezastąpione....

Już nie tęsknię... Myśl o Tobie nadal pozostaje czymś najwspanialszym i najpiękniejszym, co jedynie mi pozostało i na co mogę pozwolić sobie w życiu...

Mając innego mężczyznę, mając dziecko...

Mimochodem, jak każdego lata... wracasz... wracam do początków... mija 10 lat... nieważne...

Wiem, że te chwile, jak dziś, są potrzebne...

I choć rozumiem to, że nie dane mi było spędzić życia z Tobą... I choć nie mogę rozpaczać, że to dziecko nie będzie Twoim, tak, jak ja nie jestem matką Twoich...

Chciałabym... tak wiele bym chciała...

Nie mam już marzeń dotyczących Ciebie... Nie mam już ochoty znów na chorobę... na żal, na ból. który towarzyszył przez długie lata...

Zostaje mi pustka, którą może chcę tylko wypełnić Tobą, by pocieszyć siebie... że kiedyś byłam komukolwiek potrzebna...

16:03, motyl_kobieta
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 lipca 2011

Chciałabym być szczęśliwa. Z nim nie będę. Nawet dziecko nie zmieni tego, co we mnie... Trudno przekonać siebie, żeby odejść. Bo teraz jeszcze trudniej...

Za 3 miesiące będzie już ze mną córka... I chciałabym dać jej to, co może
i powinna dać matka... Chciałabym, żeby miała szczęśliwą, kochającą się rodzinę...

Już wiem, że nie będzie jej miała... Co jest gorsze... Zostać dla dobra dziecka
z kimś, kto staje się całkowice obcym, innym człowiekiem... czy odejść
z dzieckiem...

To, o co się dodatkowo martwię, to walka o Małą... Szarpanie, czyja jest bardziej, kto kochać  będzie ją mocniej, z kim będzie jej lepiej...

Odejście to decyzja pociągająca za sobą wiele konsekwencji... Dziś te myśli mam już tylko ze względu na dziecko...

Jak żyć, jak się czuć w domu, w którym jest mi tak źle... Z człowiekiem,
z którym nie umiem się porozumieć... Jak żyć, nie zwariować, nie stracić poczucia własnej wartości i tego, że jest się potrzebnym...

Jak odłączyć się od tego wszystkiego... Zapomnieć...

 

11:49, motyl_kobieta
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 czerwca 2011
alarm

Ponieważ ciąża zaczyna być w niebezpieczeństwie... 21 Hbd... Przecież to jeszcze tak niewiele... Nie mogłam spać... Przecież nie może Ci niec grozić, Kochana... Martwię się, jak zwykle mam w zwyczaju...

Może to i moja wina... Martwię się o wszystko... Denewuję niepewnym losem... Chcę, byś była... Zdrowa, szczęśliwa... Siedź tam w brzuszku cichutko... Mamusia kocha, pamięta i tuli...

Zobaczymy się za kilkanaście tygodni...

Żeby Ci się tylko nic nie stało, żebyś za szybko nie chciała na ten świat... Tak strasznie się o to boję...

13:56, motyl_kobieta
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 maja 2011
Będziesz Kobietą...

Dziękuję...

Bogu i Tobie...

Będziesz Córeczką...

Czuję już Twoje małe ruchy...

Kocham...

Czekam...

10:16, motyl_kobieta
Link Komentarze (2) »
piątek, 20 maja 2011

Los cię w drogę pchnął


I ukradkiem drwiąc się śmiał
Bo nadzieję dając ci
Fałszywy klejnot dał

A ty idąc w świat
Patrzysz w klejnot ten co dnia
Chociaż rozpacz już od lat
Wyziera z jego dna

Na rozstaju dróg
Gdzie przydrożny Chrystus stał
Zapytałeś dokąd iść
Frasobliwą minę miał
Przystanąłeś więc
Z płaczem brzóz sprzymierzyć się
I uronić pierwszy raz
W czerwone wino łzę

Szczęśliwej drogi - już czas
Mapę życia w sercu masz
Jesteś jak młody ptak
Głuchy jest los
Nadaremnie wzywasz go
Bo twój głos... głos... głos...

Idziesz wiecznie sam
I już nic nie zmieni się
Po za tym, że raz jest za
Raz przed tobą twój cień
Los cię w drogę pchnął
I ukradkiem drwiąc się śmiał
Bo nadzieje dając ci
Fałszywy klejnot dał

11:35, motyl_kobieta
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 maja 2011

Brzuszek już widać. Czuję się dobrze. Fizycznie. Funkcjonuję normalnie...  O ciąży myślę niewiele... To jakoś samo mija... Weszłam właśnie w 16 Hbd... już...

Co najgorsze, nie czuję nic specjalnego względem tego dziecka...

Ale o tym nie chcę mówić. To przykre.

Ciążę przechodzę w samotności. Ja pewnie wiele kobiet...

11:04, motyl_kobieta
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 kwietnia 2011

W ciążę zaszłam dokładnie w dniu ostatniego wpisu... o ironio... kiedy pisałam, że odchodzę... że chcę tak bardzo mieć dziecko... kto by przypuszczał...

Dziś już 12 Hbd... Doczekałam się... jestem w ciąży... Nie piszę nic więcej...  nie teraz... nie umiem... życie, och życie...
zaskakuje...

14:07, motyl_kobieta
Link Komentarze (2) »
piątek, 04 lutego 2011
Koniec. Na pewno tej części.

Postanawiam zrobić sobie przerwę. Choć prawdopodobnie oznacza to koniec pisania. Uważam, że obecna forma wyczerpała się. Słowa, zdania, emocje... nie przynoszą już nic nowego. Nie są dla mnie żadnym natchnieniem. Radością. Zabawą...

Wrócę, jeśli wydarzy się w moim życiu coś wspaniałego.

Chcę zostać mamą. Mam nadzieję, że kolejny wpis będzie właśnie o tym... Póki co, walczę z tym, by mieć własne dziecko. By zajść w ciążę... Donosić... Urodzić... To wszystko też nie jest takie proste... Nie takie łatwe...


Patrząc na pierwsze moje kroki w tym miejscu... wiem, jak bardzo się zmieniłam... wiem, że dojrzałam... Dziś potrzebuję trochę czasu. Dla siebie i dla swojego życia.

Trzeba wybrać... Coś nowego, coś innego... coś dobrego...  By żyć, a nie tylko istnieć...




Pozdrawiam, do następnego spotkania...

12:41, motyl_kobieta
Link Komentarze (2) »
wtorek, 01 lutego 2011

Chcę Wam powiedzieć, że udało mi się zdać egzamin na piątkę... I że to sprawiło mi dużą radość... Wysiłek się opłacił. Bardzo mi na tym zależało... Udało się...


Wróciłam do domu ostatkiem sił... Emocje powoli opadały... Został tylko ból głowy... Mimo nieprzespanej nocy, zmęczenia nie czułam...


Wróciłam do domu. Posprzątałam. Ugotowałam obiad. Zrobiłam kawę...

Gratulowali mi obcy ludzie. Koledzy... Siostra zadzwoniła i aż piszczała z radości... Ojciec przysłał kwiaty... Miło... bardzo miło... Bo kwiaty dostaję tylko od Niego i od obcych mi ludzi...

Wróciłam do domu... Po południu wrócił z pracy... I zimnym głosem odparł... GRATULUJĘ... Co na obiad?

... co na obiad ...


W przyszłym roku ślub jego siostry... Nie wiem, jak to będzie... co będzie... jak można iść tam razem... jak można iśc osobno... pewnie nie pójdę... ale to będzie tak, jakby to była moja wina...

Zadzwoniłam do Teściów... zwyczajnie... zapytać co słychać... powiedziałam, że postaram się przyjechać... odwiedzić...

Teściowa od razu nadmieniła, że nie sama tylko razem z nim...


Po co...


I coś, o czym nie chcę mówić, więc piszę na zakończenie... Facet, którego znam od 6 lat... Który zawsze był dla mnie tylko kolegą... tak po prostu z jednej studenckiej grupy...

Kurde... myślę o nim... za dużo... za bardzo... za często...

z tego, co pamiętam, zawsze w jakimś stopniu byliśmy gdzieś w pobliżu siebie.. zdawaliśmy razem egzaminy... siedzieliśmy przy naleśnikach w przerwie... mieliśmy dużo wspólnych tematów... (niestety mamy nadal...)

I co gorsze... został sam... kobieta odeszła... kupuje mieszkanie... ojoj, ile się naopowiadał, gdzie  i jak... jak w kuchni, a że te okna na wschód... a że do centrum blisko... że mam wpaść... zobaczyć... doradzić...

Nie wyobrażam sibie nic... Nie umiałabym z nim żyć i stworzyć związku... wiem na pewno... Ale od jakiegoś czasu zauważam w nim faceta... ma to "coś", co pociąga mnie... coś, czego może i brak w moim mężu...

Zła jestem na siebie za to... niepotrzebnie myślę, rozważam... przecież jedyne, co ewentualnie możemy sobie nawzajem zaoferować to niezobowiązujący seks...

Szkoda niszczyć znajomość...

 

Ja już nie płaczę... ja widzę, jak moje życie się zmienia... jestem inna... sama dla siebie coraz bardziej... nie mogę mieć wszystkiego... kiedyś marzyłam tylko o chłopcu z Tennessee... kiedyś poznałam męża... kiedyś było tak pięknie... kiedyś była miłość... dziś pozostał rozsądek i zimna kalkulacja... panowanie nad sobą i emocjami... żeby pozostać pustym... staroświeckim człowiekiem bez marzeń... bez fantazji...

00:11, motyl_kobieta
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 stycznia 2011
Kiedy nie wystarczy już przepraszam

Tłumaczę, że to nie zdjęcie... lecz fomomontaż... że przecież nawet jeśli... to zdjęcie nie może być aż takim dowodem w sprawie... tej rozwodowej...

Może warto podziękować ludziom, którzy nawet niechcący... wręczają kawałek obrazka tylko po to, by świat skończył się do reszty...

Mam kłopoty ze zdrowiem... znów... I nie jest to chyba dobry pomysł... by tu zostać na zawsze... Myślę o tym, by wyjechać... poszukać nowego miejsca na ziemi, gdzie nikomu nic nie mówi moja twarz... moje życie...

Nie potrafię unieść ogromu świata, który z każdym dniem staje się coraz bardziej nieznośny... Mimo wszystko mam marzenia... mam... aby móc dalej się rozwijać... mieć zainteresowania... aby móc spędzać czas z ciekawymi, dobrymi ludźmi...

Mam marzenia... mimo iż wiem, że nie wszystkie się spełnią... niektóre odjeżdżają już pociągiem do piekła...

To, co boli mnie ciągle w dzisiejszym świecie to niesprawiedliwość... i zakłamanie... brak przyjaźni...

Stałam się tak banalna, że aż śmieszna... zaczynam się znów bać... wszystkiego... boję się wyjść z domu... męczący staje się dla mnie zwyky dzień zajęć i obowiązków...

sama muszę uporządkować to wszystko... a tu coraz większy chaos... choć z czasem, nawet największe świństwa... już tak nie ranią... bardziej upokarzają... patrzysz wstecz.. .widzisz w swoich wspomnieniach osobę, która była dla ciebie wszystkim, której nawet nie podejrzewało się o grzech wobec miłości... małżeństwu... nie, to nie tak miało być...

dziś to tylko iluzja... parodia... komedia... ale śmiech, przez łzy... gorzkie łzy prawdy... że kłamstwo wyjdzie na jaw... że z jednej strony tak przykro, że świat może się tak po prostu skończyć... i że wcale nie od razu...

 

11:57, motyl_kobieta
Link Komentarze (1) »
piątek, 31 grudnia 2010
Ostatni

Sylwester spędzam z radiem... W domu. Rolety opuszczone... Nocna lampka się tli... Na stole kieliszki... Dwa... Do nektaru z antonówki... Nawet nie będzie z kim pić...

Piszę do swoich zagubionych myśli... utraconych marzeń... niespełnionych snów.. By świat w nowej dacie... łaskawszy był...Chciałabym móc uporać się w końcu sama ze sobą... chciałabym mieć siłę i chęć walki... o swoje lepsze życie... o uśmiech... o przyjaźń...

Dla wszystkich tych, którzy tak, jak ja... w samotności... we własnym domu i w ciepłych kapciach... nie jesteście sami...

 

23:17, motyl_kobieta
Link Komentarze (2) »
wtorek, 28 grudnia 2010
Ja nie mam recepty na szczęście

I chyba lepiej nam na odległość. Nie ma kłótni. Nie ma bólu. Wiem, że on i tak nie jest mój. Dla mnie. Nie jest uczciwy i wierny.

Wiem to. Coraz mniej ziębi. Coraz mniej grzeje. Świat nie jest dobry, jak więc ludzie mają być dobrzy... nie mogą...

Nie obwiniam siebie. Nie obwiniam jego. Nie wyszło i tyle. I tylko tyle...

Świat nie może być dobry. Dziś też się obraził i nie ma słońca... W oknie usychająca gwiazka betlejemska... z tyłu choinka... stukam na klawiaturze życie... własne... poszarpane... niechciane...

być może trzeba być takim... nieufnym... nieszczerym... być może trzeba kogoś sobie znaleźć... przyjaciela do łóżka... przyjaciela do kawy... przyjaciela na otarcie łez...

On ucieka... w wirtualną przestrzeń... w ludzi z pracy... w coś poza pracą... ucieka w porno... inne kobiety... nie umiem mu pomóc... wybrał to wszystko... sprzedał mnie za dziwkę... nie pierwszy już raz...

i niby wszystko jest... tak, jak powinno być...

tylko, że ja już nie walczę... nie mam siły.. nie mam ochoty... nie mam nadziei... wierzę, że co piękne jest jeszcze przede mną... w innym świecie... z innym człowiekiem...

tak bardzo chciałabym wierzyć, że będę komuś jeszcze potrzebna... by chociaż usiąść wspólnie przy gorącej kawie... i być... w ciszy... spokoju... nadziei....

Patrzę na siebie i widzę, jak infantylne są moje marzenia... jak proste i oczywiste... mają tylko jedną wadę... nigdzie ich nie kupię... za żadne pieniądze...

marzę o tym, żeby ktoś mnie w końcu dostrzegł... żebym nie musiała snuć się jak cień między życiem i życiem... przez kolejne dni... sprząteć kurz... na znak, że jeszcze jestem...

chciałabym... inaczej nie chcę żyć... myśli o samobójstwie pojawiają się na każdym kroku... są ukojeniem, że potem będzie już dobrze... ciepło... spokojnie...

ale o tym, to nie dziś...

09:50, motyl_kobieta
Link Komentarze (1) »
piątek, 10 grudnia 2010

Nie pamiętam już o czym pisałam. Czy to było, czy nie. Czy o tym wspominałam. Lub tylko w myślach zostało.

Szybki i krótki rachunek, co zostało na dziś. W sercu. W głowie. I w papierach....

Od faktów najprostszych. Mieszkam z nim. Specjalnie nie piszę, że mnieszkamy razem, bo to zupełnie inne ma znaczenie. Mieszkam, to znaczy przebywam, w domu, w którym nie czuję się dobrze, ale nie mam dokąd pójść. W zasadzie to moje mieszkanie, on w papierach ma wpisaną współwłasność... choć do mieszkania dołożył tylko tyle, co na wyposażenie kuchni i łazienki... czyli jakieś 5% wartości...

Czuję się we własnym mieszkaniu jak intruz. Wracam późno, żeby nie kłócić się. Ja tu nie mam nawet swojego kącika. Stoliczka z fotelem... Nie mam tu nic. Sprzątam sama. W zasadzie wszystko. On tylko brudzi. Nie zrobi nic. Bo, jak twierdzi, wszystko tzn. całe prowadzenie domu do mnie należy.

Ja się buntuję i znów jest źle. Choć już nie może być chyba gorzej.

Ostatnio wyskoczyła na mnie jego matka. Sprawa błaha, aż śmieszna, żebym ja tylko takie zmartwienia miała. Rzuciła słuchawką, przerywając mi w połowie zdania... Wszystko o to, by synalek mógł zjeść swoją ulubioną fasolkę i gołąbki. Ja robię - dobre, smaczne, ale nie w 100% mające taki smak, jak teściowej... i ona biedna zadbać musiała, by synalek zaspokoił swoje pragnienia... na moje NIE, że jak mu moje nie smakuje, to niech sobie sam zrobi... zrobiła wielką awanturę... tak idiotyczne, że aż zabawne...

Nie hamuje się. Potrafi zdemolować wszystko. To jakby miał jakieś zaburzenia psychiczne. Potrafi uderzyć. Poniżyć. Jego to cieszy...

Nie dba o mnie. Nie potrafi okazać uczuć, tych dobrych... Ciągle wierzę, że jednak coś dobrego musi być między nami, bo przecież to, co dobre, nie mogło się tak z dnia na dzień skończyć....

Nie użalam się, choć może jednak. Nie mam z kim o tym porozmawiać. Czuję się, jak śmieć... Pragnę znaleźć kogoś, z kim będę szczęśliwa. Wbrew temu, że zawsze uważałam, że małżeństwo to jedyne i na zawsze...

10:05, motyl_kobieta
Link Komentarze (2) »
wtorek, 23 listopada 2010
a day before tomorrow

Zabiegana. Do granic możliwości. Z chorymi zatokami. Jak z sercem w garnku. Sprzeczka z teściową... zupełnie niepotrzebna...

W życiu, jak w łóżku... niby ktoś jest, a jednak pusto...


Plany prokreacyjne przenoszę w czasie. Czas wynosi dwa lata. Miminum. Bo?

Bo praca. Możliwość dużego kroku w przód.

Bo stoję na rozdrożu. Nie wiem, czy będę z nim... Za duże wątpliwości. Póki co boję się aż tak ryzykować...

Poza tym zima się zbliża. Będzie śnieg. Ale o tym już wiecie...


Zagubiona jestem. Choć droga życia coraz wyraźniejsza... światełko... nadzieja?

Prawdopodobnie rozwodu nie uniknę. Choć jemu nagle zaczyna zależeć...


A tam w Tennessee... moja wielka miłość została radnym... Ech... to już nie te same uczucia... choć tęsknię za Tobą... tęsknię... za ciepłem... spokojem... miałam to wszystko... i byłeś... z tym cudnym uśmiechem pełnym słońca...

Idę. Artykuł trzeba wysłać do publikacji. I tak na okrągło. Do rana. Od rana... Zdobywam kolejne cele. Tylko zawodowe... Być może w ten sposób rekompensuję sobie ten zwyczajny brak Ciebie...

Patrzę na Twoje zdjęcie... Kocham... Tak czysto, jak można kochać ten pierwszy i jedyny raz... Boże, jak ja pragnę, byś wrócił...

00:26, motyl_kobieta
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 października 2010

Czuję się źle. Fizycznie. W ciąży nie jestem. Okresu też nie mam... Byłam u lekarza raz, drugi... nie wiedzą dlaczego... bo wszystko w normie...

Czuję się źle i jest mi niedobrze...

Uśmiechniesz się pod nosem i powiesz, że to jak ciąża urojona...

Wiem, że nie jestem. Wiem...

Martwię się, że to może jakaś choroba...że za chwilę zaczną się kolejne problemy...

Być może tak przeżywam to...

Czuję niechęć z jego strony do mnie. Ciągle i tak samo. Zimno. Chłodno. Nie na temat.

Nie wiem już, co zrobić. Czy dobrze, czy źle... czy jest już za późno czy nie... czy zmienić decyję. Czy warto...

Kolejne zdjęcie... mojego świata... pełnego cieni... zieleni... nadziei... Będę w ciąży tak szybko, jak się tylko da... Obiecuję to sobie...

12:47, motyl_kobieta
Link Komentarze (4) »
wtorek, 21 września 2010
Dlaczego...

Wróciłam, bo chcę mieć dziecko... Uczę się być nieczuła na nic... Nie pytam o wiele... Nie stawiam wysokich wymagań - nie tak, jak kiedyś...

Czasy, które były nie wrócą już...

Jaką miałabym pewność, że z kolejnym meżczyzną będę szczęśliwa? Że będzie mnie wierny, że będzie mnie szanował?

Żadną...

Chcę zostać matką... tyle przynajmniej...

Potem nawet seks może przestać istnieć....

Jak dziś między nami? Chłodno... Te relacje nigdy chyba nie będą taki żywe, jak kiedyś... Nie mamy do siebie zaufania... nie mamy ochoty na wspólną rozmowę... nie mamy czasu na wyjście...

Ale tak żyją chyba miliony małżeństw na całym świecie... żyję i ja...

Nie wiem, czy dobrze robię. Pewnie nie. Wróciłam, ale nadal nie mam spokojniejszego sumienia...

 

09:48, motyl_kobieta
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 września 2010
W pogoni za karierą

Być może jestem tylko zwyczajną karierowiczką. Osobą, która spędza wolny czas głównie na pracy. Na realizowaniu swoich ambicji...

Zaangażowałam się w kolejne projekty. Kolejne stopnie wtajemniczenia, które nazywa się po prostu "rozwojem własnych umiejętności i możliwości"...

Mają rację ci, którzy mówią, że nie mam czasu dla rodziny...

a może po prostu nie chcę mieć...

Zostałam bez prawdziwych przyjaciół... bo po prostu nie mam czasu dla nich... nie mam ochoty słuchać o ich problemach... nie potrzebuję ich... nie...

zostałam na wpół sama... w poczuciu krzywdy wyrządzonej mi przez męża... w poczuciu obdarcia z godności w jego pogoni za tym, co piękne i łatwe w życiu...

zostałam bez dziecka... choć ciągle mam nadzieję...

bardzo chcę, choć jak głupia tłumaczę się brakiem czasu... że to jeszcze nie jest odpowiedni moment...

bo przecież między nami też jest źle... kto wie, czy za miesiąc znów nie zostanę sama... bo to nie jest stabilne, mocne, kochające się małżeństwo...

Mama nie żyje... to już prawie rok... tylko Ona potrafiła tak dobrze odnaleźć się w tym świecie... tylko Ona była wsparciem i nadzieją... nie tylko dla mnie...

Patrzę wstecz... nie opłaciło się... cały ten splendor, duma rodziny, że lakarz... i nie warte było to tych wszystkich pieniędzy, jakie moje oczy widziały....

Straciłam wszystko... i ciągle brnę... byle wyżej...

14:03, motyl_kobieta
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 września 2010
powroty?

Góry wyznaczają człowiekowi zupełnie inne cele... Innymi słowy... było cudownie... Być o 6.0 na szczycie... poczuć wiatr we włosach... być samemu... bez nikogo... bez żadnego innego człowieka... tylko wiatr... chmury w ukraińskich dolinach... spokój serca...


I znów zakręciło się i w życiu... Nie rozpiszę się jak, dlaczego... bo sama nie wiem...

Postanowiliśmy dać sobie jeszcze szansę.

Strach pomyśleć, co będzie. Wśród rodziny i znajomych lawina krytyki. Być może decyzja znów okaże się zła... Nietrafiona...

Zaczynamy wszystko od zera. Z nutką nieufności, może niepewności... bez eksplozji radości... na spokojnie... na zimno... ale też i bez nerwów...

choć w głowie ciągle brzmi... "nie wierzę już w powroty. Że słowa, uśmiech dotyk. Odzyskają smak".

 

12:42, motyl_kobieta
Link Komentarze (2) »
czwartek, 12 sierpnia 2010
Bieszczady

Wyruszam z pełnym zaangażowaniem. Sledząc kilka razy dziennie pogodę... Niedziela tuż tuż... Niedziela piętnastego... Nasza druga rocznica ślubu... Urodziny mojego byłego... Z dala od was wszystkich... W końcu...

Przewodnik mam. Mapę mam. Ekwipunek mam taki, że hej. Zadzwonić trzeba jeszcze z pytaniem, czy z noclegiem wszystko tak, jak ma być.

Z Lublina leki nie przyszły. Pan grzecznie przepraszał, twierdził, że wyśle kurierem... może zdążą dojść... nieważne...

Nakręciłam się na ten wyjazd, jak dziecko jadące na "Zieloną Szkołę"... Fakt, lepiej by było jechać we wrześniu... ale nietety, kto pracuje, ten tak ma.. Coś takiego, jak świadomy wybór terminu urlopu - często po prostu nie istnieje....

Cieszy mnie to, jak nic innego w ostatnim czasie...

Bo tak niewiele do szczęscia mi potrzeba... A mojego szczęscia jak nie było, tak nie ma... Nigdzie...

15:32, motyl_kobieta
Link Komentarze (1) »
wtorek, 03 sierpnia 2010
Dla kobiet, które boją się odejść...

Bo bez mężczyzny da się żyć. I nie jest to życie stracone i puste. Nie musisz udowadniać sobie, że dasz radę tkwić z człowiekiem, który na to nie zasługuje...

Masz rację, łatwiej jest, gdy nie macie dzieci. Kredytu. Kiedy każde z was jest niezależne finansowo...

Budzę się z myślą, że zasługuję na szczęśliwy, pogodny dzień. I jeśłi nie mogę spędzić go z ukochanym mężczyzną, niech spędzę go sama, w spokoju... w ciszy... w taki sposób, żeby być spełnioną...

I wiem, że choć dzieci i kochający mąż, wspaniała, pełna rodzina, dają mnóstwo radości i szczęścia, są niejako spełnieniem marzeń... sensem w życiu... Tym, którym się po prostu nie udało, chcę powiedzieć, że nie jest to jedyna droga... wiele się straciło.... może już nic nie będzie takie samo.. Ale chyba najtrudniej właśnie uwierzyć, że istnieje inna ścieżka... może daleka od tej pierwszej.... ale jednak istniejąca... realna....

W 2.rocznicę naszego ślubu, tj. 15 sierpnia wyjeżdżam w Bieszczady. Głównie dlatego, by zapomnieć.... Wierzę, że 10 dni spędzonych tam, z daleka od domu sprawi, że przynajmniej poczuję się inaczej...

Nigdy nie zrozumiem tych wielu rzeczy i mądrości świata... Inną kobietą byłam, inną kobietą jestem... Trudna sytuacja życiowa sprawia, że stałam się bardziej tolerancyjna... wyrozumiała... nieufna... ostrożna...

Patrzę na świat, którego nie krytykuję już za każdą odmienność... nienaturalność... to już nie istnieje... tak jak kiedyś nie mogło mi przejść przez myśl, że w tak krótkim czasie rozsypie się moje małżeństwo....

Wiem, że wiele kobiet jest w podobnej sytuacji... tzn. że wahają się... często cierpiąc nadal... bezsensownie... powiecie mi, że cierpienie ma sens... ma... oczywiście że ma... nie ma życia bez cierpienia... ale istnieje cierpienie bezsensowne... u boku kogoś, kto bezczelnie pozbawia człowieczeństwa... odziera z godności.... tkwienie w czymś takim jest niemoralne...

Być może stoisz tu tak jak ja... z drżącymi dłońmi... z myślami pełnymi zła i smutku... może zastanawiasz się, na ile Bóg Ci jeszcze pozwoli... a może, że to właśnie Twoja wina jest...

Usłyszałam już nie jeden raz... że dobrą i przykładną żoną byłam... traktuję to jak komplenent... ale dziś wiem, że życie chce od nas czasami jeszcze więcej... trzeba umieć się z tym godzić... i nie chodzi tu tylko o ideały...

życie za krótkie jest... potem może być już tylko pustka... jeszcze większa i jeszcze straszniejsza niż dziś...

 

15:39, motyl_kobieta
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 lipca 2010
nobody

Spodkałam przypadkiem na drodze mojego życia pewnego człowieka. Pewnego mężczyznę. Nie jestem romantyczna, nie umiem ubrać tego dopowiednio w słowa, ale coś jest na rzeczy... czysto fizycznie... pociąga mnie niezwykle... i tyle w sumie...

W ogóle zwróciłam na to uwagę, bo od czasu, kiedy poznałam mojego męża, coś takiego wobec innego mężczyzny po prostu nie istniało...

Nie uważam to za coś złego, niewłaściwego... zboczonego... Nie jest nawet jakiś nieziemsko przystojny... Ot, po prostu chłopak w podobnym wieku...

Ale nic z tych rzeczy... nie mam ochoty na nic więcej... nawet żeby spróbować coś w tym kierunku robić... nie...

Czuję się gorsza. Wszędzie szczęśliwe rodzine, szczęśliwi mężowie, szczęśliwych żon... z dziećmi oczywiście....

A ja czuję się nic nie warta. Brzydka, samotna... w depresji....

To małżeństwo pozbawiło mnie wszelkich złudzeń. Wszelkich nadziei. Jakiejkolwiek radości... To, że jest dobrze, to często na pokaz.... Bo czasem nie warto się kłócić... o to, co i tak nie jest możliwe do osiągnięcia....

Dla innych wierność i tak nigdy nie będzie istotna... możliwa...

Sądziłam, że taką kobietę, jaką byłam, po prostu nie zdradza się... nie dopuszczałam... nie chciałam i nie mogłam zrozumieć...

Dlatego nie mam złudzeń. Nie myślę, że kolejna znajomośc, kolejny mężczyzna, coś by zmienił... nie chcę... nie potrzebuję...

Choćby tylko przez to, że nie chcę już czuć tego upokorzenia...

Tak bardzo chciałabym być żoną... tak bardzo chciałabym, żeby ci najbliżsi sobie ludzie, byli po prostu uczciwi...

14:12, motyl_kobieta
Link Komentarze (1) »
wtorek, 20 lipca 2010
rocznica pierwszego krzyku na tym świecie

Kolejna. Znienawidzona, jak zawsze. Nie, że przybyło lat. M ożna się starzeć. I tak nie ma po co żyć.

I znów oczy pełne łez. Bo nawet w ten symboliczny dzień... On zatruwa mi życie. Nienawidzę. Nienawidzę do krwi...

 

21:52, motyl_kobieta
Link Komentarze (2) »
środa, 14 lipca 2010
z czasem też braknie sił...

Z czasem każdy dotyk traci smak... Moje łzy... nikomu niepotrzebne... budzą niepotrzebne, negatywne odczucia...

Niemożliwe... to musi być coś we mnie... skoro rozstałam się już z drugim człowiekiem... będąc w wielkim i poważnym związku...

Jeden zapomniał na zawsze... drugi nienawidzi....

Jeden z nich był moim kochanym mężem. Drugiego kochałam swoją pierwszą, czystą miłością... bezgraniczną... oddaną... może i naiwną...

Wydawało mi się, że i z jednym i z drugim mogę być szczęśliwa. Jednemu i drugiemu mogłam dać szczęście... Tak bardzo tego chciałam...

Pierwszemu nie pozwoliłam wrócić, drugi odszedł sam...

I to nie jest tak, że odeszłam ja. Bo był taki, bo wrzeszczał, bił i poniżał. Sam sobie poszedł. Nie przejął się ani mną, ani tym, co było między nami...

Że planowaliśmy przecież dziecko... ale nie mogłam zajść w ciążę...


I tylko słyszę od całkiem obojętnych mi osób, ile by dali, by być z kimś takim, jak ja... kpią... pewnie tak... kiedy jesteś na dnie, najłatwiej cię wykorzystać... szukasz pocieszenia... nawet jeśli mówisz NIE...

Przede mną jeszcze tyle trudnych chwil.

To piekło dopiero się  zaczęło...

 

15:55, motyl_kobieta
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 lipca 2010

Autorskie zdjęcie z ostatniej soboty. Nie wiem, jak udało mi się wejśc o własnych siłach. Widok z Czech na stronę czeską. Kto zna dobrze, ten wie...

trip

Z przykrością muszę stwierdzić, że moja kondycja pozostawia wiele do życzenia. Ale gdy się jest z własną Siostrą, nie ma rzeczy niemożliwych.

Wracam myślami lata wstecz. Kiedy to chodziliśmy po górskich szlakach z rodzicami. Pamiętam, jak Mami uwielbiała góry...

Wracam też i do tych miejsc. Pnąc się ku niebu, naiwnie wierzę... że wraz z wysokością, jestem bliżej Ciebie.. Kochana....

 

23:27, motyl_kobieta
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10